AEGIS Unplugged 2020 (edycja IX)

W dniach 28-30 sierpnia 2020 roku braliśmy udział w kolejnej edycji AEGIS Unplugged organizowanej przez Fundację Pretorians. Teren gry obejmował w tym roku lasy w okolicach miejscowości Drwęck koło Olsztynka – w końcu jakaś duża impreza 20 min od Olsztyna :D. Na piątkowym starcie imprezy stawiło się pięć Straszydeł – Adi (szpica), Bart (nawigacja), Irek (strzelec), Piter (dowódca) i Wiktor (RTO), do których w sobotnie późne popołudnie dołączył Czapel (strzelec). Dla części z nas była to już trzecie edycja tej imprezy, której głównym założeniem jest dostarczenie na własnych plecach do HQ ekwipunku na 48h, brak wykorzystania przez graczy optoelektroniki oraz ograniczenia w ilości przenoszonej amunicji. W poprzednich edycjach byliśmy po stronie Bałucji, a tym razem wylądowaliśmy w Nazewie.

Wiktor na parkingu przed wymarszem.

Tradycyjnie start miał miejsce o godzinie 12 w piątek. O tej też godzinie ruszyliśmy wraz z innymi ekipami w kilkukilometrową trasę do HQ. Bart jak zawsze nie zawiódł podczas nawigacji i trasa poszła nam bardzo sprawnie. Dotarliśmy do HQ około 13 jako chyba pierwsza ekipa do niego zmierzająca. Zgodnie z ustaleniami z telekonferencji jaką odbyliśmy przed wyjazdem, cała piątka Straszydeł szybko rozbiła obozowisko i przed 14 byliśmy gotowi do otrzymania pierwszego zadania.

Obozowisko SCD

Piter i Wiktor zgłosili się w namiocie dowódcy – rozkaz był prosty udać się na południowo-wschodni kraniec mapy (HQ znajdowało się w północno-zachodniej jej części) i odszukać dwie skrzynki, które nie zostały przejęte przez nasz oddział CSAR w nocy z czwartku na piątek. Wytyczne dotyczące realizacji zadania też były jasne – mamy skupić się tylko i wyłącznie na tych dwóch skrzynkach, cała reszta nas nie interesuje. Sprawnie poszła również krótka odprawa naszej piątki. Wiktor podał częstotliwości na jakich będziemy działać, a Bart otrzymał wytyczne co do wyznaczenia trasy. Z HQ wyruszyliśmy chwilę po 14 i na samym początku, dosłownie mniej niż 100m od HQ, zostaliśmy ostrzelani przez sojuszniczą ekipę. W wyniku starcia straciliśmy Pitera, który musiał odbyć godzinnego respa. Nastąpiła szybka decyzja o kontynuowaniu zadania w czterech, dowodzenie przejął Wiktor. Ruszyliśmy w dalszą drogę na południe, w poszukiwaniu przejścia przez Drwęcę. Po ponad godzinnych poszukiwaniach przedostaliśmy się przez rzekę – Wiktor i Irek z racji swoich gabarytów kilka razy zatopili buty w grząskim brzegu. Po krótkim postoju ruszyliśmy dalej, trzymając możliwie dobre tempo.

Rambo mniejszy – Adi podczas piątkowego wypadu
Rambo większy – Irek podczas piątkowego wypadu

Około godziny 17, w rejonie miejsca startu imprezy, Adi miał kontakt wzrokowy z niezidentyfikowaną ekipą. Kontakt ten udało nam się z sukcesem zerwać i mogliśmy ruszać w dalszą drogę. Do lokalizacji pierwszej skrzynki dotarliśmy około godziny 18, a Irek odnalazł ją po kilku minutach. Druga lokalizacja skrzynki znajdowała się na północ, kilkaset metrów dalej. Po około godzinnych poszukiwaniach i obejściu sporego terenu nie odnaleźliśmy pakunku. Z uwagi, że zaczynało zmierzchać zdecydowaliśmy się wracać, a pod drodze znaleźć dogodne miejsce do odpoczynku i posiłku. Irek podczas postoju zjadł ,,magiczne orzeszki z MRE,, i podjął się noszenia skrzynki non stop. Noc zapadła dość szybko, a widzialność wynosiła tylko 2-3 metry. Wykorzystując lightsticki oznaczyliśmy Adiego i Irka. Bart dość sprawnie nawigował w ciemnościach, ale zbliżaliśmy się do najtrudniejszego etapu powrotu – musieliśmy ponownie sforsować rzekę. Jedyny most z oczywistych względów nie był brany pod uwagę, więc zmierzaliśmy do miejsca poprzedniej przeprawy. Idąc wzdłuż rzeki natrafiliśmy na dogodne miejsce do przeprawy. Tym razem bez większych problemów pokonaliśmy rzekę. W tym miejscu ostatecznie poddał się Irek, który po kilku kilometrach ze skrzynką miał dosyć. Skrzynię przejął Wiktor i ostatnie kilkaset metrów do HQ pokonaliśmy już bez większych przygód, docierając tam około 1 w nocy w sobotę. Raport u dowódcy z naszego kilkunastokilometrowego rajdu złożył Wiktor z Bartem, a całość skwitowali dość nieprecyzyjnie, że Kormoran 2 (nasze wywołanie) zgłosi się rano. W naszej części obozu zdaliśmy wstępną relację Piterowi i poszliśmy spać.

Dowóz na punkt zborny.

Sobotni poranek był dla nas ciężki, gdyż po wyczynach dnia wczorajszego stawy/ścięgna/mięśnie zostały mocno nadwyrężone. Po ogarnięciu się, ponownie Piter z Wiktorem ruszyli po rozkazy – tym razem w większym gronie mieliśmy ruszyć odbić dwie wieże. Część drogi do punktu zbornego przebyliśmy pieszo, a na pozostały odcinek załapaliśmy się na transport kołowy Organizatora. Po dotarciu na miejsce w sile 2-3 ekip oczekiwaliśmy na resztę składu. Jak to zwykle bywa nastąpiło rozprężenie, które wykorzystał przeciwnik. Pech nie opuszczał Piter i znów jako pierwszy musiał zmierzać na respa. Zdecydowaliśmy się tym razem nie zostawiać Pitera samego i ruszyliśmy w kierunku wroga. Efekt był taki, że wszyscy wychodziliśmy z lasu w pomarańczowych kamizelkach.

Irek odpoczywa, koledzy się naigrywają…

Kolejny etap to typowy film drogi – powrót do HQ, jedzenie, ogarnięcie się i kolejne rozkazy. Tym razem działając sami mieliśmy odnaleźć zbudowany przez Nazew most i zebrać punkty za jego utrzymanie. Po dotarciu na miejsce i kilkunastominutowych poszukiwaniach nie znaleźliśmy tej budowli – Bałucja zabrała deski. Natrafiliśmy za to na kontakt z wrogim oddziałem. W wyniku początkowej wymiany straciliśmy Barta, Irka i Wiktora, a wycofującego się wroga kąsali Adi i Piter. Całość kontaktu zakończyła się tym, że tylko Adi ,,został przy życiu,,. W tym momencie zaczęły napływać sygnały o tym, że w przeciągu 3-4 godzin powinien być Czapel. Wróciliśmy około 15 do HQ na respa, a potem już odpoczywaliśmy. Czapel pojawił się około 18 i z marszu był gotowy do walki. Rozkazy dowództwa nakazywały połączenie się z Kormoranem 1 (ASG-Olsztyn) i udanie się na jedno z głównych skrzyżowań na mapie, które mieliśmy zdobyć i zabezpieczyć. Po dodarciu na miejsce i krótkiej wymianie kulek, bez strat własnych zajęliśmy rejon umownego trójkąta, na którym krzyżowały się trzy drogi. Niestety nie otrzymaliśmy od dowództwa żadnego in-game’owego urządzenia do niszczenia/blokowania konwojów wroga, w związku z tym musieliśmy puścić wrogi transport przez zajęte przez nas skrzyżowanie. W oczekiwaniu na nasz konwój, zastała nas noc, a w radiu usłyszeliśmy wywołanie naszego dowództwa z poprzedniej edycji – wywoływał nas MEGA WĄŻ DZIEWIĘĆ. Wniosek był jeden częstotliwość spalona. Niedługo potem, wróg znający częściowo nasze pozycje z podsłuchu kanału, rozpoczął atak na skrzyżowanie. W wyniku walk na krótkim dystansie nasza szóstka musiała wracać na respa. Po drodze minęliśmy nasz konwój w obstawie kilkudziesięciu osób. Tak skończyła się sobota.

Powrót po neutralizacji konwoju.

W niedzielny poranek, jeszcze bardziej ,,zniszczeni,, niż w sobotę, podnieśliśmy się i poszliśmy po kolejne zadanie. Tym razem dostaliśmy marker paintballowy i zadanie zatrzymania konwoju wroga. Ruszyliśmy w szóstkę na wcześniej wspomniany trójkąt i kilka minut przed przyjazdem konwoju zajęliśmy pozycję. Irek dał sygnał, że nadjeżdża niebroniony konwój, Adi zneutralizował pojazd, Czapel przeszukał. Land Rover był pusty, jedyny plus taki, że Bałucja nie dostanie punktów za udany konwój. Wyczerpani trwającą od 12 w piątek rozgrywką, przed 10 dotarliśmy do HQ. To był koniec tej edycji AEGIS dla nas. Spakowaliśmy obóz, a Piter i Czapel ruszyli po samochody. Po godzinie odebrali nas z drogi biegnącej wzdłuż lasu.

AEGIS bez co najmniej 40 km w nogach, to nie AEGIS…

Dziewiątą edycję AEGIS-a możemy uznać za udaną. Piątkowy rajd, był jednym z lepszych epizodów SCD w ostatnich latach. Klamrą kończącą dla nas imprezę było zatrzymanie w niedzielę wrogiego konwoju, które dało nam satysfakcję po niezbyt udanej sobocie.
Dodatkowo SCD otrzymało złotą odznakę od Sztabu Nazewu, co stanowiło miłe połechtanie naszej próżności. Wszakże zawsze wiedzieliśmy, że jesteśmy zajebiści….

AEGIS Unplugged organizowany przez Fundację Pretorians na stałe zagościł już w kalendarzu imprez, na które jeździmy co roku. Pomimo licznych głosów, że tegoroczna edycja miała dużo mankamentów (w szczególności po stronie uczestników) jesteśmy pewni, że tak dobry Organizator poradzi sobie z tym problemem za rok. Pozdrawiamy i dziękujemy.

Wiktor